Zapraszamy na Europejskie Dni Dziedzictwa 2016

Od dziesięciu lat stowarzyszenie Genius Loci – Duch Miejsca z partnerami przygotowuje imprezy historyczne, mające promować śląskie dziedzictwo. Znamy już program tegorocznej edycji Europejskich Dni Dziedzictwa, które tradycyjnie odbędą się we wrześniu…

Program imprez przygotowany przez Genius Loci
Program wszystkich imprez w województwie śląskim

IV edycja imprezy „In Memoriam Castri”

Już po raz IV przeniesiemy się w czasie do późnego średniowiecza, aby poznać przeszłość najstarszego zabytku Rudy Śląskiej – średniowiecznego gródka w Kochłowicach. Z pewnością atrakcji nie zabraknie. Wstęp na imprezę jest wolny. Dołącz do nas!

Termin: 27-28 sierpnia (sobota-niedziela), godz. 10-18
Miejsce: Ruda Śląska – Bykowina, tereny zielone przy ul. Górnośląskiej

W programie:
– pokazy średniowiecznego rzemiosła (m.in. kowal, garncarz, tkacz, odlewnik)
– warsztaty łucznicze
– pokazy musztry i potyczki rycerskie
– zwiedzanie gródka z przewodnikiem
– zabawy dla najmłodszych w duchu średniowiecza

Organizator: Stowarzyszenie Genius Loci – Duch Miejsca
Partnerzy:
– Miasto Ruda Śląska
– Miejskie Centrum Kultury
– Narodowe Centrum Kultury
– Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji Ruda Śląska
Bractwo Chorągiew Rycerstwa Ziemi Śląskiej
– Stowarzyszenia Przyjaciół Zamku w Chudowie „Castellum”
– Stowarzyszenie Moje Kochłowice
– Tesco Pomagamy

Patronat medialny:
– Portal RudaSlaska.com.pl
– Telewizja Sfera TV

Garncarz zawita na gródek…

Na miejscu dawnego kochłowickiego gródka podczas prac archeologicznych znaleziono sporo kawałków naczyń ceramicznych. Ceramika była w okresie średniowiecza podstawowym elementem wyposażenia domostw i grodów. Dlatego też działalność rzemieślników zajmujących się garncarstwem była dość rozpowszechniona.

 Na obecnych ziemiach polskich naczynia gliniane pojawiły się około 5400 lat p.n.e. Głównym surowcem była glina, stosowano także piasek lub tłuczeń, które wzmacniały ich konstrukcję. Naczynia lepiono ręcznie. Bez użycia specjalistycznych narzędzi wypalano je w ognisku. Z chwilą przybycia ok 300 r p.n.e. na ziemie polskie ludności celtyckiej, pojawiło się prymitywne koło garncarskie, obsługiwane przez dwie osoby: jedna wprawiała je w ruch, gdy druga formowała naczynie. Plemiona słowiańskie zaczęły używać wolnoobrotowego koła garncarskiego w VII w. Początkowo służyło ono jedynie do obróbki ulepionego wcześniej ręcznie prostego naczynia o nieskomplikowanej ornamentyce. Z czasem garncarze doskonalili technologię wytwarzania swych produktów. Pojawiły się dwukomorowe piece do wypalania naczyń.

W średniowieczu garncarze, oprócz wyrobu naczyń ceramicznych, zajmowali się również wypalaniem kafli i stawianiem pieców, czym później trudzili się zdunowie. Jednak jeszcze w XVIII w. wyrabiano na kole garncarskim kafle garnkowe i miskowe. Kominki i piece kaflowe stawały się podstawowym wyposażeniem domu. Stąd garncarze lub zdunowie byli coraz liczniejsi i zakładali własne cechy.

Wraz z pojawieniem się w miastach cechów rzemieślniczych, sprzedaż wyrobów wiązała się z nawiązywaniem licznych kontaktów. Dzięki temu pojawiło się na ziemiach polskich napędzane nogą dwutarczowe koło garncarskie, umożliwiające toczenie naczynia z jednego kawałka gliny.

Garnek gliniany to sporo pracy… Pierwszym krokiem w wytwarzaniu wyrobu ceramicznego jest przygotowanie materiału. Materiałem tym jest glina, ale musi zostać odpowiednio przygotowana. Powinna być jednorodna, bez grudek i zanieczyszczeń. Warto pozyskać ją jesienią, aby w zimie mogła dobrze przemarznąć. Glinę polewa się obficie wodą, aby się „zlasowała” następnie jej porcję ubija się młotem w „słup” do dalszego przerobu. Ze słupa sierpem lub specjalnym strugiem odcina się „strużyny”. Strużyny zwija się w „pecyny”, suszy i mieli. Czynności te powtarza się po kilka razy, aby uzyskać jednolity materiał dobrej jakości.

Warsztatem dla garncarza jest ława i koło garncarskie. Koło garncarskie to dwie tarcze umieszczone na wspólnej, pionowej osi. Garncarz, siedząc na ławie, nogami popycha dolną, większą tarczę, wprawiając koło garncarskie w ruch obrotowy. Na ławie, czyli niewielkim stoliku, leży zapas gliny, naczynie z wodą do maczania rąk, naczynia z farbami, pędzel, szyniec do wygładzania i ozdabiania oraz drut do odcinania gotowego naczynia.

Przed rozpoczęciem formowania porcję gliny „wygniata się” z wodą na ławie (podobnie jak ciasto) i formuje w wałek. Z wałka garncarz odcina kawałek zwany „klusem”, wielkością odpowiedni do formowanego naczynia i przykleja go do górnej tarczy koła garncarskiego. Następnie, cały czas obracając kołem, zwilżonymi w wodzie rękami najpierw wydłuża i zaokrągla bryłę gliny, po czym kciukami wygniata w środku otwór i formuje dno naczynia. Operując jedną ręką wewnątrz, a drugą na zewnątrz garncarz „wyciąga” ścianki naczynia w kształcie walca. Kolejny etap to modelowanie: wykonanie „wrębu” (górnej krawędzi) oraz „brzuśca”. Uformowane naczynie wygładza się szyńcem i ewentualnie ozdabia rytem. Inną metodą zdobienia jest odciskanie wzorów stempelkami lub karbowanym wałeczkiem. Pracę kończy odcięcie gotowego naczynia drutem. Na koniec garncarz odkłada naczynie do powolnego schnięcia, które trwa do dwóch tygodni.

Kolejny etap to wypalenie naczynia w piecu. Wcześniej naczynia można pokryć kolorową glazurą (szkliwem). Dawniej szkliwo wyrabiano z metalicznego ołowiu, prażąc je w żeliwnym garnku aż do utlenienia. Taki tlenek mielono w żarnach, następnie mieszano z piaskiem i wodą, i taka zawiesina (ewentualnie zabarwioną tlenkiem miedzi, żelaza lub manganu) polewano ścianki naczyń. Wypalone naczynie miało kolor zielony lub brązowy w różnych odcieniach, zaś po dodaniu związków antymonu żółty, a kobaltu – niebieski.

Wypalanie naczynia odbywało się przez kilkanaście godzin w temperaturze około 1000°C. Wypalenie garnków w tradycyjnym piecu trwało kilkanaście godzin, po czym piec stygł przez 24 godziny. Dopiero wtedy można było wyjąć z niego naczynia.

 Jeśli dowiedzieć się, jakie wyroby ceramiczne znaleziono na miejscu dawnego gródka oraz spróbować swoich sił przy kole garncarskim odwiedź nas 27 i 28 sierpnia na imprezie „In Memoriam Castri”.

Opracował: Adam Łatacha

Źródła: http://www.dawnezawody.waw.pl/index.php/kilka-slow-o-garncarstwie https://pl.wikipedia.org/wiki/Garncarstwo

Jak wyglądał kochłowicki gródek…?

Podążając gościńcem od strony grodu bytomskiego na południe, średniowieczny kupiec przemierzał ogromną i gęstą puszczę. Zbliżając się do wioski zwanej Kochlowa Łąka, minąwszy rozległe moczary i bagna dotarł do polany, na której dostrzec mógł pasące się bydło i konie. W oddali wznosił się obiekt, który górując nad okolicą wydawał się strzec całej tej krainy. Gdy zbliżył się jeszcze bardziej, widoczna stała się brama wraz z palisadą zbudowaną z grubych pali. Przed bramą zbudowano most drewniany, przebiegający ponad głęboką fosą, która sprawiała wrażenie suchej, choć dno porastały rośliny bagienne. Kupiec zatrzymał się przed mostem. Ktoś za palisadą musiał go dostrzec, bo za bramą zrobiło się gwarno. Sam przyjrzał się dwom rzekom okalającym obiekt. Mniejsza, płynąc w zarośniętym korycie, obiegała gród od zachodu. Zaraz też wpadała do większego strumienia o wartkim nurcie, nad którym odpoczywało stado białych kóz. Mężczyzna nieśmiało postawił krok na deskach mostu – cała konstrukcja złowrogo zaskrzypiała. Mimo to most wydawał się solidny, choć brak balustrady napełniały kupca odrobiną strachu. Gdy dotarł do bramy usłyszał kroki tuż obok, za palisadą. Dostrzegł, że ktoś, wychylając głowę, uważnie mu się przyglądał. Wtedy odsłonił płótno na swoim wozie ukazując lśniące w słońcu, dopiero co wykute miecze i zbroje dla Pana tego grodu. Uśmiech na twarzy strażnika potwierdził, że dobrze trafił. Coś stuknęło i szeroka na 4 metry brama zaczęła się otwierać…

imageTak właśnie mogła w czasach świetności kochłowickiego grodu zaczynać się wizyta kupca w siedzibie księcia Przemysława. Wchodząc na teren grodziska kupiec mógł zobaczyć spory budynek zbudowany pośrodku terenu otoczonego palisadą. Była to wieża mieszkalna na planie kwadratu, o wymiarach 6 na 6 metrów i wysokości 10 metrów. Zbudowana z drewnianych bierwion łączonych na zrąb i oblepiona tzw. polepą, czyli mieszaniną gliny, uzyskanej w wyniku wykopania fosy oraz słomy lub trocin. Takie wykończenie na zewnątrz i wewnątrz dawało dość dobrą izolację, sporą estetykę i tworzyło przyjazny mikroklimat wnętrza.  Wieża składała się z trzech kondygnacji. Kondygnacja parterowa pełniła funkcję gospodarczą – była zarazem kuchnią oraz spichlerzem, a także pozwalała na wejście na piętro. Na kondygnacji tej musiał znajdować się piec kuchenny i wiele sprzętów codziennego użytku, takich jak gliniane misy, garnki lub dzbany. Druga kondygnacja pełniła funkcję mieszkalną, a więc posiadała piec kaflowy oraz łoże.  Sam piec był ozdobiony kaflami z motywami ptaków. Małe okna umieszczone po dwóch stronach – wschodniej i zachodniej – zapewniały światło. Trzecia kondygnacja służyła do celów obronnych. Minimalnie wysunięty balkon obity belkami umożliwiał ostrzał wroga z blanek, a wycięta podłoga przy krawędziach zapewniała możliwość obrzucenia przeciwnika kamieniami w przypadku szturmowania drzwi.

W obrębie grodziska znajdowało się także tzw. podgrodzie. Był to pusty plac położony poniżej od strony południowo-zachodniej, na którym toczyło się życie codzienne osób zamieszkujących obiekt. Wykonywano tam typowe czynności gospodarskie i prawdopodobnie hodowano mniejsze zwierzęta jak np. drób.

Zarówno podgrodzie, jak i sama wieża były zlokalizowane na kopcu, który został częściowo nadbudowany materiałem uzyskanym podczas wykopywania fosy. Fosa wraz z mostem doprowadzonym od strony północnej do bramy realizowała przede wszystkim funkcję obronną. Najważniejszym elementem obronnym była wysoka na 2,5 metra brama wraz z palisadą. Palisada otaczała podgrodzie i wraz ze stromymi zboczami kopca chroniła mieszkańców oraz dobytek przez atakiem wroga.

Oczywiście istnieje bardzo wiele wątpliwości, co do tego, jak naprawdę wyglądał kochłowicki gródek i powyższy opis to tylko prawdopodobna, ale nie jedyna koncepcja. Być może kiedyś będziemy w stanie dowiedzieć się więcej, a duża świadomość wśród mieszkańców może nam w tym pomóc…

Jeśli chcesz zobaczyć, jakie elementy konstrukcji wyposażenia i sprzętów codziennego użytku znaleziono podczas wykopalisk oraz dowiedzieć się więcej o samym gródku, a także poczuć, jak żyli jego mieszkańcy, odwiedź nas 27 i 28 sierpnia 2016 podczas imprezy „In Memoriam Castri”.

Krótka historia kochłowickiego grodu

„Gdzie dzisiaj nasza wioska, tam w wieku po narodzeniu Chrystusa Pana dziesiątym, były ogromne puszcze leśne, wielkie moczary, jeziora i trzęsawiska. (…) W tym czasie, gdy naród silniejszy, napotkał osadę słabsza, zazwyczaj wszystkich wymordowano, bogactwo zabrano i osadę spalono. To też nic dziwnego, że pierwsi nasi przodkowie, posiadając bydło i różne inne zwierzęta do życia potrzebne, a obawiając się napadu nieprzyjaciela, wybrali sobie środek puszczy leśny na osadę. Tutaj zabrali się do pracy, niszcząc i paląc obszary leśne, bo siekier lub piły w tym czasie nie znano. Na tych zgliszczach i popiołach siali pszenicę i żyto, co ze sobą przynieśli ze wschodu, budowali szałasy na kształt naszych domów z drzewa, bez drzwi i okien i bez wszelkich sprzętów, w środku izby trzymali zawsze ognisko, przy którem się ogrzewali i żywność gotowali. (…) Tak przodkowie nasi żyli wolni, lecz po długich latach wolności, stosunki się zmieniły na poddaństwo. Król polski chcąc wynagrodzić rycerzy z wojen, rozdawał wielkie puszcze leśne na ich własność razem z wszystkiemi mieszkańcami. Chociaż się stali poddanymi szlachcica, byli weseli, bo obchodzono się z nimi przez długi czas po ludzku. Dopiero, gdy Śląsk odczepiono od Polski, życie naszych przodków zamieniło się w prawdziwą niewolę. Od tego czasu już nie byli właścicielami swej ziemi, lecz niewolnikami szlachcica. (…) Młodzieniec, gdy był posłuszny i pracowity, po kilkunastu latach pracy mógł się ożenić z dziewicą, która miała także wielkie zasługi u pana swego i która została mu naznaczona na małżonkę. Szlachcic obdarzał ich gospodarstwem z wszystkiemi zabudowaniami i inwentarzem potrzebnym, za co znów musieli razem dalej pracować po kilka dni w tygodniu. (…) Szlachcic chcąc mieć nad poddanymi większy pogląd, kazał wybudować zamek na północno-zachodniej stronie, na górze otoczonej dokoła wodą, tak, że tylko łódką było można do niego dojechać. Tę górkę jeszcze dzisiaj widzieć można (…) Ten zamek panował nad całą wioską. Odtąd też prowadził handel produktami swoimi wodą do Gliwic, Opola i Wrocławia. Ponieważ ludzi przybywało coraz to więcej, zakładał nowe osady, zwane Radoszów, Bykowina, Nowa Wieś, Halemba i Kłodnica.”

Tak w „Kronice Kochłowic i okolicy” w 1925 roku pierwsze osadnictwo w Kochłowicach opisał Antoni Mańka.

Prawdziwa historia Kochłowic zaczyna się na początku ubiegłego wieku. Już w XI w. w okolicach przebiegającej obecnie przez Kochłowice autostrady istniała osada, w której mieszkańcy trudnili się wytapianiem żelaza. Od tego czasu pojawiało się coraz więcej miejsc, gdzie pośród lasów osiedlali się ludzie.

Do roku 1355 ziemie kochłowickie znajdowały się pod panowaniem władców pochodzących z linii Piastów bytomskich. Po śmierci ostatniego męskiego przedstawiciela tej linii – Bolesława bytomskiego, księcia kozielsko – bytomskiego, spadek w postaci części księstwa bytomskiego wraz z Kochłowicami przypadł Przemysławowi I Noszakowi – księciu cieszyńskiemu, który sprawował tu władzę aż do początku XV wieku. W tym czasie ziemie Kochłowickie graniczyły z terenami, na których panował Konrad II – książę oleśnicki.

W latach 1355-1369 pomiędzy włodarzami nawiązał się ostry konflikt, co wiązało się z prowadzeniem spotkań dyplomatycznych. Przemysław cierpiał na podagrę, co przyczyniło się do noszenia go w lektyce – stąd przydomek „noszak”. Aby ułatwić prowadzenie rokowań nakazał on zbudowanie tymczasowej siedziby, w której mógłby zamieszkiwać. W 1369 z powodu choroby książę musiał zrezygnować z wpływu na politykę królestwa czeskiego natomiast zachował swoje ziemie. 23 stycznia 1374 roku wciąż jeszcze przebywał w Kochłowicach – świadczy o tym dokument nadania ziem spisany w Kochłowicach w tym właśnie dniu i pieczętowany przez księcia Przemysława w obecności szeregu szlachciców jako świadków. Po tym okresie gród przestał być potrzebny i został spalony. Kilka wieków później na miejscu grodu zbudowano młyn, który stał w tym miejscu jeszcze do początków wieku XX.

Czy tak właśnie było…? To pytanie pozostanie jeszcze długo bez odpowiedzi. Być może kiedyś będzie nam dane poznanie prawdy. Dziś znamy sporo faktów, natomiast cała historia jest wciąż pełna wątpliwości i pytań. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o samym gródku i poczuć, jak żyli jego mieszkańcy, odwiedź nas 27 i 28 sierpnia 2016 podczas imprezy „In Memoriam Castri”.

Rozgrywki Regionalnej Ligi Historycznej

Regionalna Liga Historyczna zapoczątkowała swoje rozgrywki w 2007 roku. Uczniowie tworząc zespoły 3 osobowe, rywalizują ze sobą, odpowiadając na pytania z następujących okresów historycznych: średniowiecze, nowożytność i czasy najnowsze. Z kolei każda z uczestniczących szkół jest gospodarzem jednej rozgrywki. Punkty wszystkich rozgrywek są sumowane i dzięki temu można wyłonić mistrza i wicemistrza ligi.

10 maja 2016r. zakończyły się rozgrywki X edycji Regionalnej Ligi Historycznej w której udział wzięło 6 szkół z następujących miast: Świętochłowic, Rudy Śląskiej i Chorzowa. Finałowa runda została rozegrana w Szkole Podstawowej nr 21 w Rudzie Śląskiej. Ostatecznie zwyciężyła Szkoła Podstawowa nr 2 ze Świętochłowic, która zgromadziła 158 pkt. i wyprzedziła swoich najgroźniejszych konkurentów, czyli Szkołę Podstawową nr 1 o 19,5 pkt. W ten sposób szkole udało się obronić mistrzowski tytuł już po raz piąty z rzędu. Na trzecim miejscu uplasowała się Szkoła Podstawowa nr 18 z Rudy Śląskiej. Zmagania zakończyła ceremonia wręczenia przechodniej statuetki, dyplomów, podziękowań oraz nagród książkowych, a także sesja pamiątkowych zdjęć.

Klasyfikacja końcowa 2015/2016:
1. SP 2 Świętochłowice – 158,0 pkt.
2. SP 1 Świętochłowice – 138,5 pkt.
3. SP 18 Ruda Śląska – 134,0 pkt.
4. SP 8 Świętochłowice – 131,5 pkt.
5. SP 21 Chorzów – 103,0 pkt.
6. SP 21 Ruda Śląska – 78,0 pkt.

Sławomir Wicik
(koordynator rozgrywek RLH)

Zapraszamy na festyn sąsiedzki na Starej Bykowinie

W maju odwiedzi nas na tydzień grupa młodych społeczników z całej Ukrainy, Polski i Białorusi. To uczestnicy naszego nowego programu „Sąsiedzi 3.0” Razem z rudzkimi stowarzyszeniami będziemy m.in. sadzić ogrody na osiedlach i skwerach. Wszystkich mieszkańców zapraszamy na finał przedsięwzięcia – festyn sąsiedzki w Rodzinnym Parku Aktywności na Starej Bykowinie (20 maja od godz. 16:00).

13062548_1167869603232240_7832547133695373832_nPrawie 30 młodych osób przyjeżdża do Rudy, żeby poznać dobre praktyki lokalnych instytucji zaangażowanych w pracę na rzecz regionu. Uczestnicy warsztatów to działacze organizacji pozarządowych, pracownicy socjalni, studenci i wykładowcy, którym nie jest obojętne to, co się dzieje w ich miejscowościach. Widząc problemy, biorą sprawy w swoje ręce – ratują zabytki, zakładają parki, budują ścieżki rowerowe, budują place zabaw, wspierają uchodźców, walczą o prawo więźniów do edukacji.

W spotkaniu chodzi przede wszystkim o możliwość spotkania się ludzi z różnych krajów i kultur i podzielenia się doświadczeniami. Na warsztatach chcemy się szczególnie zastanowić nad tym, co możemy robić, żeby integrować i aktywizować naszych sąsiadów. 

Warsztaty będą też okazją do zapoznania się z tym, co w społecznościach sąsiedzkich dzieje się w Rudzie Śląskiej. Wspólnie ze Stowarzyszeniem Pro Ethica będziemy na przykład sadzić rabatki i ogrody społeczne na Starej Bykowinie.

Podsumowaniem warsztatów będzie festyn sąsiedzki, który odbędzie się 20 maja od 16:00 do 19:00 na terenie Rodzinnego Parku Aktywności Stara Bykowina przy ul. Plebiscytowej w Rudzie Śląskiej – Bykowinie. W programie integracja sąsiedzka, wspólne grillowanie, karuzela, wspólne sadzenie kwiatów i zabawy z nagrodami. Zapraszamy do wielokulturowej sąsiedzkiej zabawy!

Rusza pierwsza edycja „Sąsiadów 3.0”

Sąsiedzi 3.0 to następca programu Pracownia Aktywności Obywatelskiej, który prowadziliśmy wspólnie z partnerami przez ostatnie pięć lat. Nowy program skierowany jest do młodych społeczników z Polski, Ukrainy i Białorusi, które chcą działać na rzecz solidarności i rozwijać swoje społeczności lokalne.

sasiedzi_logo_plProgram zachęca do brania czynnego udziału w demokratycznych procesach podejmowania decyzji dotyczących organizacji życia w społeczeństwie. W ten sposób promuje aktywne postawy obywatelskie oraz solidarność międzyludzką przy uwzględnieniu otaczającego środowiska. Cechą charakterystyczną jest praca oparta na metodach edukacji pozaformalnej, której charakter w naturalny sposób pobudza do aktywnego uczestnictwa, krytycznego myślenia, budowania zespołów i owocnej pracy w grupie.

620 zgłoszeń do pierwszej edycji programu

Program przeznaczony jest dla osób od 18 do 35 roku życia, mieszkających w Polsce, na Ukrainie i Białorusi, które chcą zacząć lub kontynuować swoją przygodę z aktywizacją społeczności lokalnych. W tym roku otrzymaliśmy ponad 620 zgłoszeń do programu, spośród których wybranych zostało 75 najciekawszych. Wybrane osoby wezmą udział w jednym z trzech warsztatów w maju, tzw. Pierwszych Spotkań. Jedno z nich odbędzie się w Rudzie Śląskiej.

Rok przygody z własnym projektem

Program trwa od maja 2016 do czerwca/lipca 2017. Podczas tych kilkunastu miesięcy uczestnicy spotykają się na międzynarodowych warsztatach, odbywają wizyty sąsiedzkie i pracują w swoich społecznościach lokalnych. Narzędziami zmian społecznych w rozumieniu programu są projekty lokalne, którym Sąsiedzi 3.0 zapewniają niewielkie wsparcie finansowe.

Program jest realizowany w ramach projektu „Dialogue for Change”, finansowanego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Niemiec oraz Fundację Roberta Boscha.

Partnerami programu w Polsce są Stowarzyszenie Genius Loci – Duch Miejsca, Europejskie Centrum Solidarności z Gdańska oraz Stowarzyszenie To.Pole z Krakowa. Operatorami programu w skali międzynarodowej są stowarzyszenie MitOst z Berlina oraz organizacja Insha Osvita z Ukrainy.